> Das Lied ohne Wort... Das ist alles, was von Mir bleibt...



A to, co wy nazywacie umieraniem,
Jest końcem umierania, a to, co
Nazywacie narodzinami, jest
Początkiem umierania, a to, co
Nazywacie życiem, jest śmiercią
Za życia.



Count to and die

Księga Zmarłych

Wyryj swe imię na nagrobku

Przejdź się wśród innych pomników



†...Immortelle...†



All the beauty...



Me @ VampireFreaks.Com



Hole in the Heart - Photoblog



Last.fm



Dodaj do ulubionych

GG: GG: 4787574



Ścieżki żywych

Przełamują Ciszę
BLUTENGEL
CLAN OF XYMOX
CLOSTERKELLER
SOPOR AETERNUS
NINE INCH NAILS
Cradle of Filth
Torhaus
Marilyn Manson
London After Midnight
Theatre of Tragedy
Untoten
Dead Can Dance
Leaves' Eyes
XotoX
Amduscia
Terrorfakt
Dioxyde
Lacrimosa
Diary of Dreams
Zeraphine
Angtoria
TamTrum
Suicide Commando
Aslan Faction
Desdemona
Smashing Pumpkins
Lacrimas Profundere
Edyta Bartosiewicz
Diorama
Rammstein
Mortal Love
L'Ame Immortelle
Hocico
Devil Doll
Antony & The Johnsons
Depeche Mode
Alien Vampires
Psyclon Nine
Fading Colours
The Crüxshadows
Type O Negative
Feindflug
CHRISTINA AGUILERA
Die Form
Swans
Umbra Et Imago
CombiChrist
Theatres Des Vampires
Unto Ashes
Deine Lakaien
AstroVamps
ColdWorld
Mind.In.A.Box.
Narsilion
Wynardtage
The Birthday Massacre
Ashbury Heights
Unheilig
The Cure
SnakeSkin
Shape of Despair

Fetish
BDSM
Mundury SS
Szkoła BDSM
Necro Porn
Nekrofilia
Fetysz.pl
Hentai
Hentai Center

GENIALNE OPOWIADANIE
"DELETED SCENES OF A SNUFF PRINCESS"!!! (oto właśnie moje słynne dzieło ;>)


Blogi
Miss Spookiness
Lilith Vampiriozah
Sangrea Cyanure Nox Ferra
Sanguine de'Viant
Heartcore

Children of the Night
Blood Luna
Wampiryzm w literaturze
Erzsebet Bathory
Trydium
Nowa Krew
Dzieci Ciemności


Różne
Cmentarna Mgła
Dark Inn
Magia
Krew & Żyletka...
Enneagram
Centrum PSI
Satanizm
Carpe Noctem
Black Page
Duchy
Kryptozoologia
Kryptozoologia 2
Fairy Name Generator
White Satin - czy śmierć może być piękna?
Portal Gothic.pl
Your Gothic Name
Quizilla
Generatory
Cytaty
Your Vampire Name


Very funny
A jakbyś się nazywał(a), będąc gwiazdą porno? ;>
Twoje imię jako POKEMONA... :/
Aresztuj kogoś :D
Czasami czuję się tak, jak ten motylek...
LOsux - lektura obowiązkowa dla każdego licealisty
TEST KOMPETENCJI na temat mej skromnej osoby ;>
A tu mamy galerię zdjęć pewnego miłego pana


Czytelnia
Edgar Allan Poe
Tadeusz Miciński
Poezja
Tomek Beksiński
"Mroczny Dar"
Moje wiersze
Edward Stachura




Zapomniane

2005
czerwiec
lipiec
sierpień
wrzesień
październik
listopad
grudzień

2006
styczeń
luty
marzec
kwiecień
maj
czerwiec
lipiec
sierpień
wrzesień
październik
listopad
grudzień

2007
styczeń
marzec
kwiecień
maj
czerwiec
lipiec
sierpień
wrzesień
październik
listopad
grudzień

2008
styczeń
marzec
kwiecień
czerwiec
lipiec
sierpień
wrzesień

2009
styczeń
marzec
kwiecień
maj
sierpień
wrzesień
październik
listopad
grudzień

2010
maj
czerwiec
sierpień
grudzień

2011
styczeń
luty
marzec
lipiec
październik
grudzień

2012
styczeń




M., my bitterness

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Łatwiej umierać z głodu, niż spokojnie znosić te sny. Rzygam łzami, pochłaniając kolejną tabliczkę czekolady. Ale jutro - przyrzekam - znów stanę na drodze czystej autodestrukcji, znów będę krucha jak moje marzenia i niezdecydowane myśli. Byłbyś ze Mnie dumny, widząc jak umieram. Byłbyś, gdyby w ogóle obchodziło cię, czy jeszcze istnieję.


Nie mam pretensji do nikogo, a mimo to kulę się przytłoczona brzemieniem swojej winy. To ona sprawia, że wanilia cuchnie, a upokorzone odrzuceniem ciało katuje się kolejną porcją zbyt słodkiego ciasta.


Nie chcę snuć oskarżycielskich teorii, ale to przez ciebie moje szczęście chodzi okrężnymi drogami. Czasem chowa się w szufladach wypchanych po brzegi słodyczami. Czasem przybiera formę głodówek. Zawsze jednak jest tak samo kościste i martwe, zimne i nieprzystępne. Skażone twym imieniem, którego nie daję rady wymówić.


Jesteś goryczą i moją klątwą. Nienawidzę cię tak, jak swego ciała i kocham, jak stan półświadomości wywołany tygodniowymi etapami wygłodzenia.






6.

środa, 7 grudnia 2011

Listopad i grudzień zawsze pachną tak samo - Panem. Co roku umieram na nowo, te chłodne dni nie pozwalają Mi zapomnieć o najpiękniejszym z moich koszmarów. O śnie, który ziścił się, a jego echo nadal odbija się od ścian złamanego, poniżonego serca.
Musiałam opuścić tę szkołę, tę pracę, to miasto. Na nic to jednak... Kronika wciąż ulega aktualizacjom, choć wydarłam z niej wszystkie kartki.


Historia, która nigdy się nie zakończy. Mogę uciekać, zapominać, czerń zastąpić niewinnością pasteli... Mogę być szczęśliwa. I mimo to, kilka nic nie znaczących słów, jakie wypłynęły z Pańskich ust, złamie Mi serce po raz kolejny. Nie kocham, już nie - naprawdę.
Po prostu są takie sny, powracające systematycznie, by torturować umysł i już spuchnięte od płaczu oczy. Słodka trauma będąca mą utajoną klątwą.


Nie wiem, gdzie, kim i z kim Pan jest dziś... Przeraża Mnie to, acz nie bardziej niż wizja nieplanowanego spotkania gdzieś na jednej z tamtych ulic zasnutych rozpaczą wołającą do Mnie z niebezpiecznie bliskiej krainy zwanej Przeszłością.


Nie zna Mnie Pan, nie pamięta, nie chce. Gorzki fakt, który wciąż staram się sobie uświadomić... I nadal nie potrafię uwierzyć...






Creep

wtorek, 18 października 2011

Patrzę na prawie-szkielet zamknięty w fotografii. To nie Ja, nie mogę być tą kruchą księżniczką, istotą z mych snów... Obrazy kłamią, zupełnie jak lustra. I dłonie - nie wyczuwające już kości, które rzekomo kreślą moją postać.


42,8. Przestaję ufać nawet cyfrom.


Mierzę dni dekagramami, każde 100g mniej sprawia, że czuję się coraz cięższa. Prawda czy paranoja?... Wpędzają Mnie w nią jedynie podejrzenia o coś, co nazywają anoreksją. Haha. Bywa, że zaczynam w to wierzyć. Podobno nie zawsze mam rację. Nie wmówią Mi jednak niczego.


Zima bez Prozacu. I jak za starych, niekoniecznie dobrych czasów, upłynie pod znakiem lodowatego błękitu, wypełniającego żyły smutkiem.


Pora przywrócić szafirowe serce na jego tron.






They call me Anorexic

niedziela, 31 lipca 2011

75 przeobraziło się w 48.


Nie potrafiłabym przestać.






Mera Noire

wtorek, 29 marca 2011

Postawiłam wszystko na jedną kartę.
Najwyższy czas spalić mosty, zakończyć poprzednie życie. Przestać oddychać przeszłością, tańczyć wśród wspomnień, które i tak nie wzbudzają już emocji.
W tym miejscu, w tym punkcie nie trzyma Mnie NIC więcej.
Pora umrzeć, by narodzić się na nowo. Śmierć nadciągnęła w najmniej spodziewanym momencie, w postaci cudowniejszej, niż kiedykolwiek marzyłam.
Od wrót do Raju oddziela Mnie jedynie niknący z dnia na dzień lęk...

Niech chwile zwątpienia przepadną raz na zawsze.
Bajka rozpoczęta.





Ordinary Darkness

niedziela, 27 lutego 2011

Nadzieja na wydostanie się byłaby głupotą, naiwnością, którą gardzę.


Nie, stąd nie ma ucieczki. Wszystkie drogi, złudne labirynty, zawsze prowadzą do miejsca, w którym tkwię od lat. Choć to piekło - Ja na złość nazwę je niebem. Dopóki tzw. rzeczywistość nie ingeruje zbyt natarczywie.


A Prozac znowu zafunduje Mi wyprawę w krainy szczęścia, błogostanu, nieuzasadnionej euforii. Jedna z nielicznych pozytywnych ścieżek... I tak zakończy się TU - będącym preludium do TAM.


Ogień wygasł, nie strawi już tego, co go tłumiło.
Zniszczę to samodzielnie.






Story of the impossible...

piątek, 7 stycznia 2011

Próbowałam...
Tylko po to, by po raz wtóry przekonać się, że pewne obszary na zawsze pozostaną dla Mnie niedostępne.
Nieważne.
PRÓBOWAŁAM.






Różowy krajobraz blaknących uczuć, którym pozwoliłam odejść. Puściłam wolno wszystkich, na których Mi w jakikolwiek sposób zależało.
Osiągnęłam coś, czego brakowało Mi przez całe życie. Zdolność odpuszczania [wybaczania?] i akceptowania cudzych decyzji. Nie jestem pewna, czy to zasługa antydepresantów, czy specyficznych, paranormalnych wizji z pogranicza jawy i snu.
Nigdy nie czułam się tak swobodnie, mimo że zdradziłam pielęgnowane przeze Mnie od wczesnego dzieciństwa poglądy i przekonania.
Czysta, wolna, zjednoczona z całym Wszechświatem. Nawet moje kłamstwa wmawiane każdemu, kto stanie na mojej drodze, stały się lepsze, mają na celu niesienie jasności i pomocy, nie są już jedynie zabawą czy doskonaleniem mojego daru przekonywania.
Chciałabym, by cały świat czuł jak Ja.
Szczęście, spokój, wolność, niezależność i wiara w coś poza ponurą, raniącą co dzień "rzeczywistością".

Jeśli moje wizje to tylko schizofrenia, przyjmuję ją jako najcenniejszy dar.
Jeżeli nie - dziękuję niebiosom za tę pomoc, nie śmiem mieć pretensji, że nieco zbyt późna. Widocznie tak miało być. Mam nadzieję, iż uda Mi się ją wykorzystać jak najlepiej.

[nie mogę uwierzyć we własne słowa]

*

And now, my Burial Angel...

You don't have a clue
This party never ended
Not for me and you...


Lead Me straight to your darkness...
My only dream is to dream about You!





Unspoken

środa, 1 grudnia 2010

Things will never change
And our hearts will always separate...


To już ostatni raz, obiecuję. Ostatnia osoba, po której spodziewałabym się TAKICH numerów, po kilku latach zniknęła z różowej listy dającej Mi bardzo nędzną, ale jednak nadzieję.
Sądziłam, że nie ma na tym świecie miejsca dla Mnie. Cóż. Miejsce jest... lecz na dnie, na krańcu, za grubym murem rozczarowań, rozdartych serc i marzeń.
A tak chciałam wierzyć, że mogę być taka jak reszta...
Czas zapomnieć o wszystkich, o normalności, czas wrócić do tego, od czego uciekałam ostatnimi czasy. Czas porzucić myśli o miłości. Nie potrafię zmienić przeznaczenia.

Upływają smutne, zimne dni, spędzam je samotnie pośród ukochanych dźwięków i kretyńskich marzeń. Iluzji. To chyba nigdy nie przestanie boleć.

...leave it unspoken...

Więc proszę, by obojętność i pesymizm nigdy Mnie już nie opuściły.
Cokolwiek zrobię, to i tak będzie za mało.
Chciałabym nigdy nie istnieć, pod żadną postacią, bez świadomości, bez wspomnień, bez serca.

Gdybym chociaż była w stanie wierzyć... Podobno wiara czyni cuda. W moim przypadku sprowadza tylko smutek, rozczarowanie, samotność.
Skoro koniec zawsze wygląda tak samo, nie ma po co zaczynać. Te marne ochłapy radości nie dają Mi siły.

Wszystko wokół zamarzło.

Forget about you
I'll forget about this time...





Enjoy the madness

sobota, 21 sierpnia 2010

Litry alkoholu, psychotropy, dziesiątki papierosów i ścieżki wypalane na ciele za ich pomocą. Autodestrukcja - kolejna moja miłość od lat.
Antydepresanty sprawiają tylko tyle, że niczym się nie przejmuję. Wszystko jest takie, jak dawniej. Tym razem jednak czerpię z tego radość. Z lustra odbijającego wyniszczone ciało.
Psychiczny wrak. Coraz rzadziej czuję już nawet wściekłość, mimo że w moim przypadku była najczęściej odczuwaną emocją.
Nie przypuszczałam, iż dołączę do pokolenia topiącego bezsens egzystencji w krótkotrwałych stanach szczęścia...

Mówisz, że potrzebuję pomocy. Ale oboje wiemy, że Mi już nic nie pomoże. Ani Ty, ani terapia, ani tabletki, ani kolejne zapisane kartki pamiętnika.
Dobrze Mi tutaj, na dnie. Nie wyciągaj Mnie z niego.


What have I become, my sweetest friend?
Everyone I know goes away
In the end...







***
Design: Sonia with Lauralanthas
From: Szablony 33